piątek, 31 maja 2013

Bollene

            Rozciągająca się od Morza Śródziemnego na południu do kanału La Manche i Morza Północnego na północy-Francja, przyciąga do siebie turystów jak magnes.  Kraj ten zaspokoi potrzeby nawet najbardziej wymagającemu przybyszowi. Sercem tej niezwykłej krainy jest oczywiście Paryż. Ja jednak chciałabym się skupić nie na sercu, a na tym co przyczyniła się do jego bicia.
            Na południu Francji istnieje niewielka, mało znana miejscowość Bollene. Rzadko można tu spotkać turystów. Liczy ona około 15 tys.  mieszkańców. Właśnie ze względu na to, że jest tak mało znana, można tu poznać prawdziwe oblicze "sześciokątnego" kraju. Mój pierwszy spacer po tej bajkowej miejscowości miał miejsce tuż przed zachodem słońca. Nie wiedziałam czy po tak małym mieście mogę się spodziewać większych atrakcji, gdyż na pierwszy rzut oka wydawało się mało urodziwe. Zaskoczyło mnie jednak całkowicie.
Szłam wąskimi uliczkami, mijając przyozdobione w anioły fontanny, przysłuchując się stukotowi sztućców, dobiegającego z pobliskich kamienic. Mieszkańcy obdarowywali mnie ciepłym uśmiechem i radosnym "bonjour". Centrum miasta stanowi szeroki plac z majestatycznym budynkiem, który jest siedzibą prezydenta. Kameralne restauracje i kawiarnie kuszą do wejścia wydobywającym się z środka zapachem potraw. W najwyższym punkcie miasta znajduję się zabytkowy kamienny kościół. Widać stąd całą panoramę Bollene. Jest to też doskonałe miejsce aby odpocząć, zrelaksować się, szczególnie gdy doskwiera słońce. Klimat bowiem w tej części kraju jest niezwykle gorący. Aby się ochłodzić można skorzystać z znajdujących się niedaleko centrum basenów. Całe miasto tak naprawdę przypomina labirynt wąskich, romantycznych uliczek otoczonych kamienicami z wielkimi kolorowymi okiennicami.



Wraz ze wschodem słońca do życia budzi się też francuska miejscowość. Jak przystało na Francuzów najwięcej ludzi o wczesnej porze ustawia się w kolejce po gorące bagietki. Na rynku, gdzie wieczorem gromadzą się zmęczeni dniem mieszkańcy, wczesnym rankiem ustawione są stoiska na których można kupić świeże owoce, warzywa, ryby, kwiaty, ubrania czy biżuterie. Tłumy ludzi przepychają się w znalezieniu pożądanych produktów. 
         Bollene sprawiło że poczułam się jakbym cofnęła się do przeszłości. Pewnego wieczora gdy przechadzałam się nieznanymi jeszcze mi ścieżkami, usłyszałam głośną muzykę. Zaintrygowała mnie, dlatego też postanowiłam podążać do jej źródła. Szłam za dźwiękami, gubiąc się kilkakrotnie w labiryncie uliczek, aż w końcu zobaczyłam skąd pochodzi ów tajemniczy dźwięk. Na zwykłej ulicy położonej daleko od centralnego punktu miasta, na wzgórzu, ustawiona była niewielka scena z orkiestrą grającą francuskie przeboje dawnych lat. Pod nią bawili się mieszkańcy spontanicznie tańcząc pośrodku . Obok tańczącego tłumu ustawione były stoły z jedzeniem. Myślałam, że takie zjawisko dosyć nietypowe jak na nasze czasy, można zobaczyć tylko w filmach. Nie mogłam się nadziwić jak szczęśliwi i spontaniczni byli ci ludzie. Zachowywali się jak jedna rodzina. Szybko dołączyłam do beztrosko tańczących i bawiłam się z tłumem ludzi zróżnicowanych wiekowo, pośrodku ulicy przy cudownych dźwiękach kapeli ubranej w różowe, brokatowe stroje.
 Dla niektórych wydarzenie to może nie mieć znaczenia, dla mnie jest to najpiękniejsze wspomnienie ze wszystkich podróży. Dlaczego? Bo nigdy więcej nie widziałam żeby ludzie zachowywali się tak "ludzko" i nigdy więcej nie byłam w miejscu tak niesamowicie przepełnionym czystym szczęściem.






poniedziałek, 13 maja 2013

Sycylia

             
              Zaledwie 5 dni po powrocie z Krety wyjechałam na Sycylię. Wybrałam ten kraj, gdyż spodziewałam się poczuć ten sam intensywny włoski klimat przepełniony zapachami przypraw, morza, urokliwą architekturą i powolnym, spokojnym toczącym się we Włoszech życiem. Niestety- rozczarowałam się.
              Z lotniska ostatnim autobusem o 23.30 (bilet-4,70 euro) przedostaliśmy się do Trapani. W czasie drogi spytałam miejscowego Sycylijczyka jakie mamy możliwości noclegu. Włoch był tak miły, że użyczył nam swojego, pięknego apartamentu w atrakcyjnej cenie. Wieczór spędziliśmy na mieście próbując się zaaklimatyzować. Już pierwszego dnia zauważyłam, że ceny podstawowych produktów są wyższe niż w Grecji. Kolejne dni tylko mnie w tym utwierdziły. Trapani jest dużym miastem z mnóstwem barów. Sklepów spożywczych jest bardzo mało, asortyment jest dosyć skromny, a produkty drogie. W przeciwieństwie do Krety, ciężko dostać prawdziwie lokalne przysmaki.
          Stare miasto skupia się w okół dużego portu. Samo w sobie jest czyste, ładne i zabytkowe. W ciągu dnia niewielu tu miejscowych, życie w Trapani zaczyna się dopiero wieczorem. Wtedy też restauracje goszczą tłumy turystów, a kluby miejscowych. Od 13.30 do 16.30 trwa sjesta. W tym czasie też wszystko jest zamknięte, a na ulicach panuje pustka. Obok wybrzeża miasta ciągnie się długa, bardzo przyjemna promenada z widokiem na Torre di Ligny-wieżę zamkową. Obok niej znajdują się dwie plaże, które same w sobie nie są zbyt atrakcyjne, jednak woda w morzu znajdująca się w tym miejscu jest czysta. Do głównych zabytków starego miasta należy katedra San Lorenzo. Sycylię opiewa legenda, iż jest to kraj mafijny i niebezpieczny. Ja z niebezpieczeństwem w samym mieście się nie spotkałam. Mieszkańcy może nie są najmilsi, ale tolerują turystów. Policji na ulicach, jak i na Krecie jest bardzo mało, jednak nie ma problemu z bezpieczeństwem. 
          Jeżeli nie mamy dużo czasu, nie warto jechać do Palermo, ponieważ w 1 dzień nie będzie się w stanie tego miasta w całości zobaczyć. Zamiast tego można udać się do Marsali oddalonej o 30 km od Trapani, pięknej plaży w San Vito lo Capo, a już na pewno do Erice- małej miejscowości oddalonej o 10 km od centrum, położonej na szczycie góry. Do Marsali jedziemy pociągiem (Kursuje kilka razy dziennie, bilet ok 3 euro. Bilet kasujemy w automatach na dworcu. Nie spotkałam się z kontrolą). Miasto jest ładne, ale na kolana nie powala. Słynie z winnic, z których pochodzi przepyszne wino Marsala (0,75l-16 euro). Pozyskuje się tu też sól. Obowiązkowym punktem jest Erice. Do miasteczka dojedziemy autobusem (z dworca autobusowego, bilet 4.50 euro w 2 strony) lub kolejką górską (bilet 6 euro). Na szczycie jest dużo chłodniej dlatego trzeba zaopatrzyć się w cieplejsze ubrania. Erice już na pierwszy rzut oka zachwyca. Miasteczko zbudowane jest z kamienia, z brukowanymi uliczkami, średniowiecznym zamkiem, parkiem i mnóstwem zakamarków. Są tu restauracje i liczne sklepy z pamiątkami, które dodają uroku temu miejscu zachęcając różnobarwnością oferowanych produktów. Przebywając tam miałam wrażenie jakbym cofnęła się do czasów Króla Artura i nie mogłam wyjść ze zdumienia, że jestem na Sycylii, gdyż architektura tego miejsca wpasowuje się idealnie w krajobraz Anglii czy Szkocji. O pięknej panoramie jaką możemy podziwiać ze szczytu już nawet nie wspomnę. 
           Erice była to pierwsza i ostatnia rzecz jaka mnie na Sycylii pozytywnie zaskoczyła. Sama wyspa pod względem walorów i rozwoju turystycznego, nie równa się z pozostałymi krajami Morza Śródziemnego. Potwierdzam, Sycylia jest bardzo ładna i na pewno zachwyci turystę, który będzie tu odbywał jedną z pierwszych podróży. Na kimś kto zwiedził nieco więcej śródziemnomorskich krajów, moim zdaniem nie wywrze wrażenia. 














piątek, 3 maja 2013

Zaczarowana Kreta-Part II

          Trzeci dzień pobytu na miniaturze greckiego kontynentu postanowiliśmy przeznaczyć na zwiedzenie jego zachodniego wybrzeża. Wypożyczyliśmy więc samochód i ruszyliśmy w drogę. Po kilkugodzinnej przeprawie przez kreteńskie drogi dotarliśmy do celu- do różowej plaży Elafonisi. Co zastaliśmy? Piaszczystą plażę, kamienistą zatoczkę, płytką lagunę, w której od Słońca iskrzyła się niezbyt ciepła, ale bardzo zachęcająca do kąpieli woda. Nie mogliśmy przepuścić praktycznie jedynej okazji, więc wskoczyliśmy do niej ( ja przełamałam się ostatnia- ale było warto;D)
Naszym kolejnym celem była laguna Balos. Znajduję się ona na północno-zachodnim skraju Krety między półwyspem Gramvousa i wyspą Imeri Gramvousa. Aby się do niej dostać trzeba było pokonać 7-kilometrowy odcinek kamienistej drogi, dlatego chcąc go pokonać trzeba się uzbroić w cierpliwość. Ciężką i długą trasę rekomensują malownicze widoki.
Na Balos dotarliśmy przed zmierzchem. Aby dostać się na plaże musieliśmy przejść przez górskie zbocze. Po ok 30 min marszu dotarliśmy na miejsce. Czy było warto? Widok Słońca leniwie kryjącego się w falach Morza Śródziemnego był bezcenny.
           Czwarty dzień na wyspie i szalony pomysł dostania się jakimś cudem na Santorini- które jest moim jednym z największych podróżniczych marzeń. Po poprzednim długim i wycieńczającym dniu wstaliśmy o 4 nad ranem i zdeterminowani udaliśmy się w kierunku wylotówki z Chanii chcąc autostopem dostać się do Rethymnon, a później do Heraklionu, skąd miał odpływać prom na Santorini.
Szliśmy pustymi ulicami Chanii, próbując zatrzymać co jakiś czas nadjeżdżające samochody. Wreszcie-udało się! Miły Grek nie znający ani słowa po angielsku, podwiózł nas do wylotówki z miasta skąd mogliśmy dalej wystawiać nasze szczęście na próbę. Staliśmy i staliśmy... Słońce już wschodziło, samochodów pojawiało się coraz więcej więc i nasza nadzieja była większa. Wreszcie z przeciwnej strony przystanęła czerwona, sportowa mazda. Młody chłopak, gdy nas zobaczył i minął, specjalnie nawrócił żeby nas zabrać. Pochodził z Armenii, na Krecie pracował jako kelner. Rzadko można spotkać kogoś tak miłego i pomocnego jak on, a jednak. Kreta na każdym kroku zaskakiwała nas coraz bardziej. Alex zostawił nas na środku autostrady i wylotówki do Heraklionu. Przed pożegnaniem zapytał co zrobimy jeśli niczego nie uda nam się złapać- nie odpowiedzieliśmy gdyż po ostatnich godzinach naszego szczęścia nawet nie dopuszczaliśmy tej myśli do siebie. Pełni nadziei stanęliśmy jakby się wydawało w doskonałym punkcie, gdzie mijały nas cały czas samochody. Niestety...zrezygnowaliśmy. Nikt nie chciał się zatrzymać, czas uciekał, a po ilości samochodów, która nas minęła , stwierdziliśmy, że nie mamy szans. Udaliśmy się więc na autobus.Przy okazji zwiedziliśmy Rethymnon, które przyznam było bardzo podobne do Chanii. ale równie atrakcyjne i warte zobaczenia. Co innego Heraklion. Stolica wyspy na początku przeraziła nas swoim ogromem. Miasto różniło się od pozostałych. Do atrakcji możemy zaliczyć:
  • Muzeum Archeologiczne- posiada w zbiorach znaleziska z Knossos i Fajstos
  • Grób Nikosa Kazantzakisa- grób autora Greka Zorby, z wyrytą maksymą: "Nie mam nadziei. Nie boję się. Jestem wolny"
  • Fontanna Morosiniego- fontanna wenecka ozdobiona marmurowymi lwami i postaciami z mitologii
  • Agios Markos-Kościół zniszczony dwa razy przez trzęsienie ziemi, zgromadzone są tu kopie fresków
  • Fort Koules- port wenecki
  • Agios Titos-Kościół w którym przechowywana jest czaszka św.Tytusa
  • Agios Ekaterini- Kościół mieszczący Muzem Sztuki Sakralnej
Do atrakcji miasta należy też Aquarium, w którym można podziwiać morskie stworzenia. Imponujący jest też targ znajdujący się w sercu Heraklionu, oferujący lokalne produkty i pamiątki.
        Wciąż z nutką nadziei na wyprawę na Santorini udaliśmy się do portu. Szukaliśmy, pytaliśmy, jednak jak się okazało pierwszy prom jaki będzie płynął na wyspę i z niej wracał przewidywany jest dopiero na maj...Żadne statki też nie wypływały z portu, gdyż wiatr był zbyt silny. Załamała mnie ta wiadomość. Byłam tak blisko spełnienia swojego marzenia i nie udało mi się. W duchu jednak stwierdziłam, że tak miało być. Nie będę miała innego wyjścia jak powrócić kolejny raz do Grecji.
Wyruszyliśmy więc zwiedzić stolicę Krety. W jednym z punktów z pamiątkami poznaliśmy Giannisa, Włocha,profesora archeologii, który przez 5 lat pracował w Muzeach Watykańskich. Co go sprowadziło na Krete i jakim cudem zaczął sprzedawać pamiątki-nie mam pojęcia, ale widać było, że był przepełniony szczęściem. Zaczynaliśmy odczówać głód więc postanowiliśmy, że znajdziemy i stworzymy swoją własną restaurację. Zaopatrzyliśmy się w gorący chleb, pastę oliwkową i świeże oliwki, czerwone lokalne wino i  udaliśmy się na poszukiwanie idelanego miejsca, które szybko znaleźliśmy i mogliśmy delektować się naszymi specjałami. Turysta przyjeżdżając do kraju gdzie jest inny klimat bardzo szybko przywyka do sjest, które są tu zwyczajem. Nam także nie udało się uniknąć wzmorzonego zmęcznia więc zaspaliśmy, tak po prostu...w Marinie.
Piąty i ostatni dzień naszego pobytu był najpiękniejszy ze względu na pogodę, ale też ze względu na czas jaki spędziliśmy. Słońce od rana ogrzewało nas swoimi promieniami. Udaliśmy się na targ, gdzie zrobiliśmy ostatnie zakupy i spróbowaliśmy świeżo przyżądzonej ryby. Zakupiliśmy też miodowo-cynamonową Rakije i wyruszyliśmy na drugą, dotychczas przez nas niezwiedzoną, stronę Chanii, gdzie delektowaliśmy się smakiem słodkiego, złotego trunku i cudownymi widokami. Spędziliśmy w tym miejscu sporo czasu, gdyż dosłowanie marzyłam, aby zatrzymać tę chwilę na zawsze. Po przespacerowaniu się, sjeście na plaży, zakończyliśmy nasz ostatni dzień piknikiem na tych samych kamiennych wałach, obok latarni morskiej, co pierwszy wieczór. Czuliśmy niesamowity niedosyt tego miejsca, ale niestety czas nas gonił i musieliśmy udać się na lotnisko.
Na lotnisku, ku naszemu zdziwieniu, przeszliśmy przez cztery kontrole biletów. Pierwszy raz spotkałam się aż z takim rygorem. Każdy bagaż był sprawdzany pod względem wielkości, co też mi się nie zdarzyło w żadnym z wcześniejszych krajów.
Po długiej i problemowej odprawie samolot uniósł się w powietrze i tak pożegnaliśmy się z beztroskimi dniami na zaczarowanej Krecie, którą Homer opisywał słowami "Ląd kreteński pośrodku ciemnego niczym wino morza".




Przydatne informacje:
  • koszt wypożyczenia samochodu-30 euro/dzień-wystarczy dowód osobisty i prawo jazdy
  • autobus lotnisko-Chania-2,30 euro ( autobus kursuje co godzine)
  • hotel- Z czystym sumieniem POLECAM! 
         "47" Rooms to let- Sophia Ikonomaki
         Kandanoleou 47 Chania(Old town)
         tel. +30 28210 53243
         mob: +30 6972873176
         e-mail: roomstolet_47@yahoo.gr
  • autobus Chania-Heraklion-ok 13 euro/ w jedną stronę
  • posiłek w restauracji-sałatka grecka, danie lokalne do wyboru, piwo-11-13 euro
  • prom na Santorini-100-130 euro
Różowa plaża
z kozami;D
Balos
Rethymnon
Heraklion
Glossa i Galleos
Mapa zabytków Heraklionu