Rozciągająca się od Morza Śródziemnego na południu do kanału
La Manche i Morza Północnego na północy-Francja, przyciąga do siebie turystów
jak magnes. Kraj ten zaspokoi potrzeby
nawet najbardziej wymagającemu przybyszowi. Sercem tej niezwykłej krainy jest
oczywiście Paryż. Ja jednak chciałabym się skupić nie na sercu, a na tym co
przyczyniła się do jego bicia.
Na południu Francji istnieje niewielka, mało znana
miejscowość Bollene. Rzadko można tu spotkać turystów. Liczy ona około 15 tys. mieszkańców. Właśnie ze względu na to, że jest
tak mało znana, można tu poznać prawdziwe oblicze "sześciokątnego"
kraju. Mój pierwszy spacer po tej bajkowej miejscowości miał miejsce tuż przed
zachodem słońca. Nie wiedziałam czy po tak małym mieście mogę się spodziewać
większych atrakcji, gdyż na pierwszy rzut oka wydawało się mało urodziwe. Zaskoczyło mnie jednak całkowicie.
Szłam wąskimi uliczkami, mijając przyozdobione w anioły fontanny, przysłuchując się stukotowi sztućców, dobiegającego z pobliskich kamienic. Mieszkańcy obdarowywali mnie ciepłym uśmiechem i radosnym "bonjour". Centrum miasta stanowi szeroki plac z majestatycznym budynkiem, który jest siedzibą prezydenta. Kameralne restauracje i kawiarnie kuszą do wejścia wydobywającym się z środka zapachem potraw. W najwyższym punkcie miasta znajduję się zabytkowy kamienny kościół. Widać stąd całą panoramę Bollene. Jest to też doskonałe miejsce aby odpocząć, zrelaksować się, szczególnie gdy doskwiera słońce. Klimat bowiem w tej części kraju jest niezwykle gorący. Aby się ochłodzić można skorzystać z znajdujących się niedaleko centrum basenów. Całe miasto tak naprawdę przypomina labirynt wąskich, romantycznych uliczek otoczonych kamienicami z wielkimi kolorowymi okiennicami.
Szłam wąskimi uliczkami, mijając przyozdobione w anioły fontanny, przysłuchując się stukotowi sztućców, dobiegającego z pobliskich kamienic. Mieszkańcy obdarowywali mnie ciepłym uśmiechem i radosnym "bonjour". Centrum miasta stanowi szeroki plac z majestatycznym budynkiem, który jest siedzibą prezydenta. Kameralne restauracje i kawiarnie kuszą do wejścia wydobywającym się z środka zapachem potraw. W najwyższym punkcie miasta znajduję się zabytkowy kamienny kościół. Widać stąd całą panoramę Bollene. Jest to też doskonałe miejsce aby odpocząć, zrelaksować się, szczególnie gdy doskwiera słońce. Klimat bowiem w tej części kraju jest niezwykle gorący. Aby się ochłodzić można skorzystać z znajdujących się niedaleko centrum basenów. Całe miasto tak naprawdę przypomina labirynt wąskich, romantycznych uliczek otoczonych kamienicami z wielkimi kolorowymi okiennicami.
Wraz ze wschodem słońca do życia budzi się też francuska miejscowość. Jak przystało na Francuzów najwięcej ludzi o wczesnej porze ustawia się w kolejce po gorące bagietki. Na rynku, gdzie wieczorem gromadzą się zmęczeni dniem mieszkańcy, wczesnym rankiem ustawione są stoiska na których można kupić świeże owoce, warzywa, ryby, kwiaty, ubrania czy biżuterie. Tłumy ludzi przepychają się w znalezieniu pożądanych produktów.
Bollene sprawiło że poczułam się jakbym cofnęła się do
przeszłości. Pewnego wieczora gdy przechadzałam się nieznanymi jeszcze mi
ścieżkami, usłyszałam głośną muzykę. Zaintrygowała mnie, dlatego też
postanowiłam podążać do jej źródła. Szłam za dźwiękami, gubiąc się kilkakrotnie
w labiryncie uliczek, aż w końcu zobaczyłam skąd pochodzi ów tajemniczy dźwięk.
Na zwykłej ulicy położonej daleko od centralnego punktu miasta, na wzgórzu,
ustawiona była niewielka scena z orkiestrą grającą francuskie przeboje dawnych
lat. Pod nią bawili się mieszkańcy spontanicznie tańcząc pośrodku . Obok
tańczącego tłumu ustawione były stoły z jedzeniem. Myślałam, że takie zjawisko
dosyć nietypowe jak na nasze czasy, można zobaczyć tylko w filmach. Nie mogłam
się nadziwić jak szczęśliwi i spontaniczni byli ci ludzie. Zachowywali się jak
jedna rodzina. Szybko dołączyłam do beztrosko tańczących i bawiłam się z tłumem ludzi zróżnicowanych wiekowo, pośrodku ulicy
przy cudownych dźwiękach kapeli ubranej w różowe, brokatowe stroje.
Dla niektórych wydarzenie to może nie mieć znaczenia, dla mnie jest to najpiękniejsze wspomnienie ze wszystkich podróży. Dlaczego? Bo nigdy więcej nie widziałam żeby ludzie zachowywali się tak "ludzko" i nigdy więcej nie byłam w miejscu tak niesamowicie przepełnionym czystym szczęściem.
Dla niektórych wydarzenie to może nie mieć znaczenia, dla mnie jest to najpiękniejsze wspomnienie ze wszystkich podróży. Dlaczego? Bo nigdy więcej nie widziałam żeby ludzie zachowywali się tak "ludzko" i nigdy więcej nie byłam w miejscu tak niesamowicie przepełnionym czystym szczęściem.

.jpg)
piękne zdjęcia! ;)
OdpowiedzUsuń