Zaledwie 5 dni po powrocie z Krety wyjechałam na Sycylię. Wybrałam ten kraj, gdyż spodziewałam się poczuć ten sam intensywny włoski klimat przepełniony zapachami przypraw, morza, urokliwą architekturą i powolnym, spokojnym toczącym się we Włoszech życiem. Niestety- rozczarowałam się.
Z lotniska ostatnim autobusem o 23.30 (bilet-4,70 euro) przedostaliśmy się do Trapani. W czasie drogi spytałam miejscowego Sycylijczyka jakie mamy możliwości noclegu. Włoch był tak miły, że użyczył nam swojego, pięknego apartamentu w atrakcyjnej cenie. Wieczór spędziliśmy na mieście próbując się zaaklimatyzować. Już pierwszego dnia zauważyłam, że ceny podstawowych produktów są wyższe niż w Grecji. Kolejne dni tylko mnie w tym utwierdziły. Trapani jest dużym miastem z mnóstwem barów. Sklepów spożywczych jest bardzo mało, asortyment jest dosyć skromny, a produkty drogie. W przeciwieństwie do Krety, ciężko dostać prawdziwie lokalne przysmaki.
Stare miasto skupia się w okół dużego portu. Samo w sobie jest czyste, ładne i zabytkowe. W ciągu dnia niewielu tu miejscowych, życie w Trapani zaczyna się dopiero wieczorem. Wtedy też restauracje goszczą tłumy turystów, a kluby miejscowych. Od 13.30 do 16.30 trwa sjesta. W tym czasie też wszystko jest zamknięte, a na ulicach panuje pustka. Obok wybrzeża miasta ciągnie się długa, bardzo przyjemna promenada z widokiem na Torre di Ligny-wieżę zamkową. Obok niej znajdują się dwie plaże, które same w sobie nie są zbyt atrakcyjne, jednak woda w morzu znajdująca się w tym miejscu jest czysta. Do głównych zabytków starego miasta należy katedra San Lorenzo. Sycylię opiewa legenda, iż jest to kraj mafijny i niebezpieczny. Ja z niebezpieczeństwem w samym mieście się nie spotkałam. Mieszkańcy może nie są najmilsi, ale tolerują turystów. Policji na ulicach, jak i na Krecie jest bardzo mało, jednak nie ma problemu z bezpieczeństwem.
Jeżeli nie mamy dużo czasu, nie warto jechać do Palermo, ponieważ w 1 dzień nie będzie się w stanie tego miasta w całości zobaczyć. Zamiast tego można udać się do Marsali oddalonej o 30 km od Trapani, pięknej plaży w San Vito lo Capo, a już na pewno do Erice- małej miejscowości oddalonej o 10 km od centrum, położonej na szczycie góry. Do Marsali jedziemy pociągiem (Kursuje kilka razy dziennie, bilet ok 3 euro. Bilet kasujemy w automatach na dworcu. Nie spotkałam się z kontrolą). Miasto jest ładne, ale na kolana nie powala. Słynie z winnic, z których pochodzi przepyszne wino Marsala (0,75l-16 euro). Pozyskuje się tu też sól. Obowiązkowym punktem jest Erice. Do miasteczka dojedziemy autobusem (z dworca autobusowego, bilet 4.50 euro w 2 strony) lub kolejką górską (bilet 6 euro). Na szczycie jest dużo chłodniej dlatego trzeba zaopatrzyć się w cieplejsze ubrania. Erice już na pierwszy rzut oka zachwyca. Miasteczko zbudowane jest z kamienia, z brukowanymi uliczkami, średniowiecznym zamkiem, parkiem i mnóstwem zakamarków. Są tu restauracje i liczne sklepy z pamiątkami, które dodają uroku temu miejscu zachęcając różnobarwnością oferowanych produktów. Przebywając tam miałam wrażenie jakbym cofnęła się do czasów Króla Artura i nie mogłam wyjść ze zdumienia, że jestem na Sycylii, gdyż architektura tego miejsca wpasowuje się idealnie w krajobraz Anglii czy Szkocji. O pięknej panoramie jaką możemy podziwiać ze szczytu już nawet nie wspomnę.
Erice była to pierwsza i ostatnia rzecz jaka mnie na Sycylii pozytywnie zaskoczyła. Sama wyspa pod względem walorów i rozwoju turystycznego, nie równa się z pozostałymi krajami Morza Śródziemnego. Potwierdzam, Sycylia jest bardzo ładna i na pewno zachwyci turystę, który będzie tu odbywał jedną z pierwszych podróży. Na kimś kto zwiedził nieco więcej śródziemnomorskich krajów, moim zdaniem nie wywrze wrażenia.
przepiękne zdjęcia. Na pewno wycieczka bardzo Ci się udała. Masz fajny styl pisania. ;)
OdpowiedzUsuńwww.izabielaa.blogspot.com